Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/pauperibus.na-meski.czeladz.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
Santos zignorował jej pogróżki.

skupieniu czytał książkę. W ustach zatkniętą miał fajkę.

nabrała jeszcze gorszego zdania o jej domu. Twarz starszej kobiety
- Musimy jechać do knajpy. Pavon może tam już być.
cierpliwy da jej czas na oswojenie się ze sobą - ale nie miał
Milczał, patrząc na nią, pozwalając czasowi płynąć.
towarzyszyło każdemu pojawieniu się Diaza. No cóż, był tutaj, obok.
- Ale potem będzie jeszcze cała noc - brnął wytrwale Diaz.
pomiędzy nimi. Gdy byli już prawie na miejscu, Milli wydawało się,
bezradnie szukając czegoś w torebce. Milla, domyśliwszy się, o co
153
bogacił. W tym momencie Rip nie wytrzymał i odbiegł na stronę.
chyba że masz poważne zamiary". Nie rób tego, chyba że znów
do wejścia knajpy i pchnęła drzwi tak mocno, że uderzyły z impetem
Brian westchnął. Będą potrzebowali dwóch ostatnich batoników,
- Czasami - odparł mężczyzna.

- To jedyny moment, kiedy mogę być pewny, że wydobędę z ciebie odpowiedź. -

Ciarki przeszły Milli po plecach. Powinna była się domyślić,
- Już wystarczy, że zatrudniłeś tego półgłówka. Łazi za dziewczynkami jak... - Słuchaj, Dena. Jestem szanowanym obywatelem, jednym z najbogatszych ludzi w Prosperity i spoczywa na mnie pewna odpowiedzialność. Dlatego czasem robię rzeczy, które z ekonomicznego punktu widzenia mogą uchodzić za akty miłosierdzia. Liczy się też kościół. Ojcu Jakubowi się wydaje... Och, i tak nie zrozumiesz. Chodzi o to, że nikt inny nie zatrudni Williego, a jest dobrym pracownikiem. Nigdy nie miałem z nim najmniejszego problemu. - Zacisnął zęby. Rex był dumny ze swojej dobroczynności. I nie miał zamiaru tłumaczyć, dlaczego zatrudnił Williego. Dena zrozumiała to już dawno, gdy Rex przygarnął tego półgłówka. Dostała wtedy szału, ale jej mąż był niewzruszony. Od tamtej pory, zawsze gdy ginęły narzędzia albo części zapasowe, nakłaniała Rexa, żeby zwolnił chłopaka, ale bez skutku. Rex nie miał zamiaru zmienić zdania. Zaciągnęła się papierosem. Nie spodobało jej się to, co zobaczyła w lustrze. Wyrzuciła viceroya do srebrnej popielniczki przy umywalce. Powinna rzucić palenie, bo od mrużenia oczu przed dymem zrobiły jej się kurze łapki. - Oboje wiemy, z czego słynie Brig McKenzie. Pije, chociaż jest niepełnoletni, i wdaje się w bójki. Bóg jeden wie, ile razy wyrzucili go z roboty. Idzie do łóżka z każdą kobietą, która mu się nawinie. - Nie wiesz, czy to prawda. To tylko małomiasteczkowe plotki. - Nie ma dymu bez ognia, Rex. Nie zapominaj, z jakiej rodziny pochodzi. Z rynsztoku. - Sunny McKenzie... - Jest brudną Indianką, a jej mąż, czy tam były mąż, był pijakiem z charakterkiem. - Odwróciła się od umywalki i spojrzała na męża. - Im więcej robisz dla tej rodziny, tym więcej się gada o tobie i tej... - Załamał jej się głos i zadrżała. - To też tylko plotki. - Ale ja to słyszę bez przerwy. Kiedy gram w brydża w klubie, siedzę u fryzjera, a nawet po mszy. Mówię ci, Rex, musisz przestać nadskakiwać Sunny i jej synom. - Innym rodzinom też pomagam. Kiedy mężowie nie mają pracy albo kiedy małe dzieci chorują... - ...albo się topią. Spojrzał na nią surowo. - To było dawno temu. Sunny potrzebowała pomocy. Mąż od niej odszedł. - Wiem, ale ludzie swoje gadają. - Wstrętne plotki dręczyły ją zawsze. - Wystarczy, że co tydzień chodzisz na grób Lucretii, ale... - Jej do tego nie mieszaj - powiedział tonem, którym zwracał się do niej tylko wtedy, gdy był naprawdę zły. Było w nim lekceważenie, zarezerwowane wyłącznie dla niej. Dobrze, da mu spokój z Lucretią, ale w sprawie Briga będzie nieugięta. - Posłuchaj, Rex. Oboje wiemy, że jedyną zaletą Briga McKenziego jest jego wygląd. Do tego jest cholernie sprytny. Wie, jak manipulować ludźmi, żeby dostać to, czego chce. Zobacz, jak okręcił sobie ciebie wokół palca. - Nie okręcił mnie - mruknął Rex, wchodząc do sypialni. Spojrzała na niego jak na idiotę. - Ten chłopak dobrze wie, co robi. Zapamiętaj moje słowa: będą z tego kłopoty, o jakich ci się nie śniło. - Wsunęła na nogi różowe pantofle i poszła za nim. Siedział na rowerze do ćwiczeń i pedałował jak szalony. Pot ciekł mu z czoła. Drzwiczki do szafki, w której stał telewizor, były otwarte. Za chwilę miał się zacząć ulubiony film Reksa, Aniołki Charliego. - Nie chcę, żeby Cassidy się koło niego kręciła. Chyba coraz bardziej jej się podoba. - Cassidy? Przecież to jeszcze dziecko! - A przyjrzałeś się jej dobrze, Rex? - Dena poczuła się dotknięta. Cassidy zawsze będzie dla Reksa tylko drugą córką, która nie dorównuje Angie. Nigdy wprawdzie tego nie powiedział, ale widać to było przy wielu okazjach. Denę to irytowało i raniło. - Nie interesuje się chłopakami. - Chłopakami nie. Tylko Brigiem. Łazi za nim jak cień. - Przez konia. To nie ma nic wspólnego z McKenziem. Rex, kiedy ty przejrzysz! Ona ma szesnaście lat i... Pamiętam, kiedy ja byłam w jej wieku. - Nie możesz jej zabronić chodzenia do stajni. Dena westchnęła. - Nie, ale mogę mieć ją na oku i dopilnować, żeby trzymała się z daleka od tego mieszańca. Angie nie mogę niczego zakazać, bo to twoja córka. Ale na twoim miejscu, zabroniłabym jej kręcić się przy nim. - Przecież tego nie robi. Dena potrząsnęła głową. - Rex, nigdy nie sądziłam, że jesteś idiotą, ale chyba myliłam się. - Usiadła na ogromnym łożu i poprawiła poduszki.
linię biustonosza.


Postawiła torbę z komputerem przy schodach i poszła do kuchni. Każdy krok uświadamiał jej, jak jest ubrana. No cóż, Bryce widział mnie całkiem rozebraną, pomyślała, wyjmując z szafki wino. Bryce znalazł się obok, wyjął jej z ręki butelkę, żeby ją otworzyć. Klara zajęła się kieliszkami. Potem spojrzała na swojego pracodawcę, który w piżamie i popielatym szlafroku prezentował się bardzo pociągająco. Piżama rozchyliła się, obnażając pierś i umięśniony brzuch. Ręce Klary zadrżały na myśl, iż mogłaby go dotknąć.
- Nie! - sprzeciwiła się Fiona. - Musisz zatańczyć z kuzynką!
- Wiem - odrzekła cicho, chociaż poczuła się podle. - Przeszłość jest nie do odzyskania, wspólna przyszłość nie istnieje. Ale nie chciałabym, żeby tak się skończyło nasze spotkanie. Przytul mnie. Ty przecież też tego chcesz.

16

Po śmierci Diany trochę pomagała mu siostra, Hope, ale miała własną rodzinę i nie mogła robić tego bez końca.
- Dobrze, lady Kilcairn.
Niewiele brakowało, a wybuchnęłaby histerycznym śmiechem. Jakże zmyliła ją uprzejmość, nawet serdeczność, którą jej okazywał. A przecież to nie o nią chodziło. Wszystko robił dla Lily.